Dzień, który zmienił wszystko.
Świat się zmienia. Szkoda, że Lex nie.
Chcę.
Myślałam, że najgorsze co mogło mnie spotkać to nie wiedzieć czego chcę. Myliłam się. Gorsze jest być pewną, czego chcę i nie móc tego zrealizować.
Nie móc. Nie wiedząc czemu. Być o krok, a jednak tak daleko.
Nie móc. Nie wiedząc czemu. Być o krok, a jednak tak daleko.
Złudzenie.
Codziennie łudzę się, że zmienisz zdanie. Może właśnie dziś.
I codziennie to się nie dzieje.
Spotkania z rzeczywistością.
Zawsze miał to być straszny tytuł, pesymistyczny nagłówek. Ale coś się zmieniło. W sumie to zmieniło się wszystko. Ty zmieniłeś wszystko. Przeobraziłeś całą rzeczywistość. Nie jest już zła, gdy jesteś blisko. Jest najlepsza. Kładzenie głowy na Twoim ramieniu. Zasypianie z Twoim oddechem na karku. Świadomość, że wstajesz zrobić mi śniadanie, choć tak bardzo chciałbyś jeszcze spać. Odliczanie godzin aż kolejny raz Cię zobaczę, choć widzę Cię ciągle. To uczucie w sercu, jakbyśmy byli zakochani w sobie dopiero miesiąc. Tak bardzo tęskniłam, po ośmiu godzinach w pracy. Dźwięk Twojego śmiechu. Twoich słów. Jak mówisz do mnie w nocy, gdy myślisz, że śpię.
Nie sądziłam, że to wszystko jest możliwe. Że może się przydarzyć. Naprawdę. Mi.
Nienawidzę zabierać Cię z miejsc, w których jesteś tak szczęśliwa...
Ale z najważniejszego nie musisz mnie zabierać. Tego przy Tobie.
Jestem tu.
Kto by pomyślał, jak wiele może zmienić jeden rok. Jak wiele może zmienić jeden człowiek. Jak wiele mogą zmienić jedne ramiona.
Jestem...
... rok starsza.
... zupełnie inna.
... zakochana.
... szczęśliwa.
A to ci nowość, nie?
____________________
tęskniłam.
obiecałam w końcu, że zawsze będę wracać.
Jestem...
... rok starsza.
... zupełnie inna.
... zakochana.
... szczęśliwa.
A to ci nowość, nie?
____________________
tęskniłam.
obiecałam w końcu, że zawsze będę wracać.
Krótki poradnik jak być Lex.
- Stań w jakimś beznadziejnym miejscu.
- Rozejrzyj się. Dokładnie. Za siebie, przed siebie, na boki, w górę i w dół. Najlepiej więcej niż raz.
- Wybierz cel. Pamiętaj, aby patrzeć tylko w kierunku tych, którzy nie patrzą w Twoją stronę. Warunek konieczny: musi być najgorszą opcją ze wszystkich. Serio, musi Ci braknąć włosów na głowie, jeśli będziesz wymieniać jego wady i musi być koniecznie nie w Twoim stylu. Jego opis w krótkich słowach musi koniecznie zawierać się w jest totalnie popieprzony.
- Poczuj jakieś idiotyczne ukucie w brzuchu i dojdź do wniosku, że mimo wszystko ma to coś.
- Przeobraź całą pustkę, którą czujesz w sobie, w świadomość, że znowu chcesz coś, czego mieć nie możesz.
- Wplącz się w jakiś idiotyczny układ, który robi Ci syf w głowie.
- Uświadom sobie, że osiągnęłaś kolejny level głupoty, choć wydawało się, że to już szczyt.
- Wycofaj się daleko, daleko, daleko i udawaj, że Cię to tak bardzo nie rusza jak jego.
- Wróć do punktu pierwszego.
Obecnie: punkt ósmy. Przechodzę samą siebie, serio.
Chociaż sesja pokonana.
Kto tam? Kto jest w środku?
Można by pomyśleć, że o Was zapomniałam, czy coś. Nigdy! Jestem, mam się... zaskakująco dobrze. Pomimo, iż jestem rozerwana na dwie części. Za jedną rękę trzyma mnie stare życie i puścić nie chce. Powroty do domu, własne, najcudowniejsze na świecie łóżko, wanna, domowe obiadki, wino z bratową, oglądanie uśmiechu najcudowniejszego w naszym układzie słonecznym Chrześniaka, wypad na piwo z danymi już znajomymi. Z drugiej - małe życie w wielkiej, betonowej stolicy. Bliskość ludzi, bliskość wydarzeń, bliskość świata. Wielkie cele. Możliwości. Co krok nowi ludzie. Cały kalejdoskop charakterów. Można lubić, kochać, nienawidzić na nowo. Życie w chaosie. Przyjemnym, ale nadal chaosie. Nowe głupoty. Powtarzanie starych błędów w siedemdziesiąty ósmy sposób. Znowu wybranie opcji najgorszej z możliwych do ulokowania swojej fascynacji (coby nie powiedzieć uczuć) i niezbyt zdrowy układ. Sto odcieni własnej osobowości. Ale jestem. Jestem i staram się czarować każdy dzień. I nie liczyć godzin spędzonych w podróży, gapienia się przez okno, w autostradę, którą znam już na pamięć. Tutaj zawsze będę wracać. Z każdego możliwego miejsca.
No i jeden krok do końca pierwszej sesji. Jeden, ale stumilowy.
Standardowy, przedświąteczny post.
Jako, że idą święta, wypadałoby złożyć Wam jakieś życzenia. Zdrowia i szczęścia usłyszycie razy milion, więc sobie daruję. Pieniędzy / miłości / dobrych ocen / znalezienia pracy / żeby magisterka sama się napisała czy coś w ten deseń, także. To wszystko jest ważne, bardzo ważne nawet, ale ja chciałabym tylko napisać: życzę Wam, moi drodzy, abyście zamieniali marzenia na cele i dzięki temu przeżyli najpiękniejszy rok Waszego dotychczasowego życia. Niech ten 2015 będzie magiczny, tak dla odmiany. I sobie też tego życzę.
Trzymajcie się Kochani. Nie dajcie się tej obrzydliwej pogodzie, ani życiu. ;)
Podróże z i pod prąd.
Przedświąteczny piątek. Jedna z granicznych dzielnic stolicy. Krople deszczu kończą swoją podróż z nieba na jasnej czapce młodej kobiety trzymającej torbę podróżną. Zupełnie jakby na kogoś czekała. Dzwoni telefon. Granatowe audi. Na przeciwko kremowego budynku - mówi męski głos w słuchawce. Rusza zdecydowanym krokiem. Odnajduje cel. Spogląda. I oczom własnym nie dowierza. Przed nią stoi trzech, krótko obciętych mężczyzn, wyglądających jakby prosto z siłowni. Wyraźnie zarysowane mięśnie odznaczały się nawet zza bluz. Światło pada na ich przystojne lica, a krople deszczu spływające po ich twarzach podkreślają ich poważne miny. Kobieta staje jak sparaliżowana, mierząc niepewnym wzrokiem całą trójkę. Najniższy z nich, ubrany w szarą bluzę, odbiera jej torbę i upycha w bagażniku. Wsiadają do auta. Szary siada za kierownicę, odpala silnik. Już nie ma ucieczki. A więc tak kończy się moja historia. Za kilka dni odnajdą moje ciało w przydrożnym lesie. Chociaż umrę z rąk seksownych morderców - myśli dziewczyna. Rzeczywistość wita ją jednak bardziej zaskakująco. Jeden z nich uśmiecha się szeroko. W bagażniku na pewno ma broń. Tak, ma broń...
...a oprócz niej, trzy mundury, z tego dwa policyjne i jeden wojskowy. A pod masą mięśni kryją się weseli, rozmowni i bardzo przyjaźni ludzie. I aż przykro, że podróż się kończy. Ciekawe osobowości, niesamowite historie. I jeszcze bardziej niesamowite oczy Szarego.
To się dobraliśmy. Bezpieczniej trafić nie mogłam.
To się dobraliśmy. Bezpieczniej trafić nie mogłam.
Uważajcie jak podróżujecie z nieznajomymi, moi drodzy. Rzeczywistość bywa jednak zaskakująca, a pierwsze wrażenie bardzo mylne. Moja mina jednak musiała być niesamowita. ;) Takie ryzyko podróży z blablacar czy innych tego typu wynalazków. Ludzi jednak można poznać niesamowitych, jak widać. I historii masę. Byle jednak zawsze było tyle wyjazdów co powrotów.
Nominacja dobrych myśli.
Podobno u każdego można takie znaleźć. A ja... spojrzę po prostu nie dalej niż miesiąc wstecz. Nie sądziłam, że będzie to aż takie proste. (Co nie zmienia faktu, że negatywnych mogłabym napisać trzy miliony, ale cóż, taka natura marudy.)
Pierwsza: Ta, o której pisałam w poprzednim poście. To było moją dobrą energią przez półtora roku, a pozostanie dobrym wspomnieniem już chyba na zawsze. Uratowało moją kondycję. I psychikę też. Pozostał przyjaciel. Od czasu do czasu bolące żebro. I wspomnienie Pana Cholernej Fantazji, którego nie udało mi się spotkać kilka dni temu. Tak miło było wrócić. Jedna godzina wypełniła mnie pozytywną energią, której mi brakowało w wielkim mieście.
Druga: Przekraczam próg niskiego domku uzbrojona w wielkiego pluszowego psa. Wręczam go nowego Właścicielowi. Ten przyjmuje go z najprawdziwszym uśmiechem, chwyta w ogromne dłonie i próbuje odgryźć mu ucho. Chwilkę później patrzy na mnie swoimi najpiękniejszymi na świecie, czekoladowymi oczkami, ukazuje mi swoje dwa przepiękne zęby i zatapia je w mojej dłoni. Moje małe szczęście. Prawie Synek. Dziewięć kilogramów pięciomiesięcznego szczęścia.
Trzecia: Wyjście na jedno krótkie piwo. W efekcie cała noc. Dźwięk gitary. Chór fałszerzy na trzy głosy, niosący się przez całeee piętro. Optymizm. Bardzo dużo śmiechu i uśmiechu. Trzy miliony piosenek. Rozmowy o wszystkim i o niczym. Niebezpiecznie seksowny Pan Gitarzysta. Najpiękniejsza noc w stolicy. Mimo, że rano bolała głowa i gardło.
I już. Ale i tak uśmiecham się jeszcze na myśl kogoś, kto zupełnie niedawno nazwał mnie "malutką istotką".
I czy wrócisz tu?
Po osiemdziesięciu jeden dniach znów tam staję. Prawie nic się nie zmieniło. Tylko kolory jakieś takie inne. Tylko twarzy trochę więcej. Tylko to już nie moje miejsce. Ale miło wrócić. Ooo, dobrze Cię widzieć. Zawsze miło wrócić. Brakowało mi tego. Chcę tam wracać, lubię wracać. Do nich? Zawsze. Gdyby ktoś powiedział mi dwa lata temu, że to właśnie ta sala zmieni moje życie, uśmiechnęłabym się pod nosem. A zrobiła to. Każde kopnięcie to zrobiło. Każda kropa potu. Oni to zrobili. Nie wiem co by było, gdybym 2 marca 2013 roku nie powiedziała sobie "tak" i nie przekroczyła tamtego progu. Żadne milion siedemset tysięcy mieszkańców i setki klubów sportowych nie będą nawet bliskie sprawienia, że przestanie mi brakował tego jednego. Najlepsi na świecie. Mimo, że już tylko duszą tam się pojawiam, ciału brakuje dwustu kilometrów. Dziękuję.
Junbi, Bosabum Nim ge Kyong ye!Tutaj też miło wrócić.
Jak przywita pięknie nas?
Mieszkańców: 92 | 1 726 581
Osób / km²: 92 | 3 334
Znanych osób: 92 | 0
Osób w budynku: 4 | 350
Po piwo (km): 3 | 0,3
Autobus co (min): 420 | 15
Wspomnień: 90830 | 0
Od mamusi (km): 0 | 212
Jak pięknie przywita nas, Warszawski dzień?
Chyba.
Wszak, chyba należą się Wam trzy słowa wyjaśnienia. Znowu nie będę się rozpisywać, pozwolę sobie więc to ująć tak:
Kto by pomyślał, że moje złudzenia okażą się prawdą i taaak ładnie się posklejamy nawzajem, mimo wyniszczenia, które zasialiśmy na początku. Jak dobrze, że kłamstwem okazało się, to, że nie masz dla mnie miłości.
Jesteś już mój.
A jednak.
A jednak, miałeś. A ja wzięłam ją nieświadomie do rąk, weszłam na Pałac Kultury i upuściłam, patrząc jak roztrzaskuje się o kostkę na milion małych kawałków, a chwilę potem ja, na jeszcze mniejsze.
Żebyś był, a nie bywał.
Chciałabym doświadczyć z Tobą wielu rzeczy. Upić się, bawić do rana, kochać całą noc, przeżyć podróż życia, jeść z Tobą śniadania w niedziele, jechać w trasę bez konkretnego celu, oglądać głupie komedie z piwem w ręku, próbować nowych smaków, kochać się przy zachodzie słońca, pójść na wymarzony koncert, kłócić się o pierdoły, znaleźć miejsce na świecie, które będzie dla nas wyjątkowe... Jeszcze chyba miliard innych rzeczy. Przede wszystkim chciałabym jednak żebyś był mój. Jakkolwiek beznadziejnie to brzmi. Jesteś w zasięgu moich ramion, nasze ciała dzielą tylko atomy i czuję, że wszystko mogłoby być idealnie, mogłabym spędzić tak chociażby wieczność. A potem odchodzisz... I cisza, i pustka wypełnia każde z miejsc, w którym jeszcze przed chwilą byłeś.
Dlaczego jesteś tak pełen sprzeczności?
Gdybyś był, a nie bywał
Byłam.
Zawsze byłam najmądrzejsza. Cudownie wiedziałam, co zrobiłabym w sytuacji każdego. Nie zrobiłabym takich głupot, nie dałabym się tak traktować, to bym powiedziała, to zrobiła, a tego skurwysyna zostawiła, bo widać, że mu nie zależy, bo każdy zasługuje na coś lepszego. Stałam się mistrzynią rad w sytuacjach, w których nigdy nie byłam i związków, które czynię doskonałymi tylko pod warunkiem, że nie są moje. Facet Cię nie szanuje - kopiesz go w dupę. Facet jest pomieszanym gnojem - kopiesz go w dupę. Facet Cię zdradza - bardzo kopiesz go w dupę. I nie odwracasz się za siebie. Nie cofasz. Nie wracasz. Pojawia się potem taki pan S. i nagle już nie jestem taka mądra, twarda i racjonalna. Piszę się na coś bardzo na krawędzi głupoty, naiwności, a wręcz popierdolenia. I w chwilach, gdy przemawiają do mnie resztki rozsądku, czytuję sobie Piotra C. i pukam w głowę powtarzając cicho "poległaś Mała, poległaś na całej linii". I wiem, że będę płakać. I wiem, że nie kocha. I wiem, że nie chcę, tfu, przepraszam, nie potrafi ze mną być, a mimo to z niebezpieczną prędkością, bez hamulców, mknę do przodu. Z tą chorą świadomością, że przede mną tylko mur, o który się rozbiję. Ktoś potrafi nazwać to szaleństwo?
There's hope but not for us.
Tak mnie dzisiaj przywitała zupa. A ja, głupia i naiwna Lex, bardzo chciałam tej nadziei dla Nas. W kilka tygodni poczułam coś, czego nie czułam nigdy wcześniej. Taką bliskość. Opadające bariery. Stałam się bezbronna jak noworodek, a najlepszym miejscem na świecie stały się pewne ramiona. Czułam też strach, za każdym razem, gdy Cię przytulałam, bałam się, że to ostatni raz. Nawet Przyjaciel zapytał co mi się stało, że ja taka nie bywam. A Ty, nie wierzę, że to piszę, Ty jesteś inny. Zamykam oczy i widzę te seksowne zmarszczki, gdy się uśmiechasz. Czuję Twoje usta, na moich włosach. Moje dłonie zwiedzające Twoje plecy, co tak bardzo lubiłeś. Czuję Twój oddech, Twoją dłoń wplecioną w moją i słyszę Twoje słowa. To własnie one przyciągnęły mnie tak blisko. Zawsze szczere. Potrafisz mówić o wszystkim, nie wstydzisz się niczego, nie krępujesz. Właśnie ta szczerość złamała mi serce.
Jesteś dla mnie ważna. Zależy mi na Tobie. Szkoda, że nie potrafię Cię uszczęśliwić całkowicie, tak jakbyś tego chciała. (...) Chciałbym Cię pokochać, ale nie potrafię.
Jak mam istnieć po takich słowach? Nie Ty pierwszy, sama nie potrafię siebie pokochać, więc dlaczego ktokolwiek inny by miał to zrobić. I dlaczego nie potrafię zrobić tego co wychodzi mi najlepiej - uciec? Dlaczego jedynym kierunkiem, w który zmierzam nadal są Twoje ramiona?
Masz dla mnie niesamowitą cierpliwość. Wiem, że nie odpowiada Ci taki układ, ale nadal tu jesteś.
Bo ja się łudzę, kochany, łudzę się i tylko to złudzenie trzyma mnie przed rozpadnięciem się na milion małych kawałków.
Z szóstego piętra.
Macie czasem tak, że myślicie "ale wszystko dobrze się układa, ciekawe kiedy się spieprzy"? Przypomina mi to mój pierwszy post na malcercie. I nie chodzi tym razem o bycie bohaterem romantycznym, ale o wypowiedzenie magicznych słów "trwaj, chwilo trwaj" i nagle... bum, trach, niczym upadek z szóstego piętra, nagle znowu wszystko jest nie tak. Pamięta ktoś jeszcze pana X.? Po tylu latach, on nadal potrafi wszystko zepsuć. Wdech, wydech. Nie wolno zrzucać winy na kogoś, wina jest moja, głupota jest moja. (Co ja mówię, dorastam?) Magiczna rada z kwejka. Będę konstruktywna, będę działać, wybrałam źle i chcę to naprawić, odpowiedzialność wzięta, teraz trzeba się komunikować. Jak już sobie pomyślałam, że jest mi dobrze tak jak jest, pouczę się hiszpańskiego, porozciągam się, pobiegam i pospędzam czas z moją kuzynką do października, a potem zacznę nowe życie, to pojawia się Ktoś. Mieliście racje, zawsze w nieodpowiednim momencie. Ktoś jest miły, kulturalny, tak cholernie szczery i otwarty, że aż ciężko uwierzyć, że prawdziwy. I bardzo uczuciowy. I Lex i tak wszystko psuje.
(...) Nie wiem jak to będzie wyglądało dalej. Zależy mi na Tobie. (...) Jebnął bym już teraz to wszystko, ale czuję, że jesteś ważna dla mnie...
Lex ważna dla kogoś, a to nowość. Szkoda, że toksyczna przy okazji.
PS. Dziękuję za wszystkie gratulacje, mam nadzieję, że dadzą mi moc na przetrwanie studiów. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

