Zawsze byłam najmądrzejsza. Cudownie wiedziałam, co zrobiłabym w sytuacji każdego. Nie zrobiłabym takich głupot, nie dałabym się tak traktować, to bym powiedziała, to zrobiła, a tego skurwysyna zostawiła, bo widać, że mu nie zależy, bo każdy zasługuje na coś lepszego. Stałam się mistrzynią rad w sytuacjach, w których nigdy nie byłam i związków, które czynię doskonałymi tylko pod warunkiem, że nie są moje. Facet Cię nie szanuje - kopiesz go w dupę. Facet jest pomieszanym gnojem - kopiesz go w dupę. Facet Cię zdradza - bardzo kopiesz go w dupę. I nie odwracasz się za siebie. Nie cofasz. Nie wracasz. Pojawia się potem taki pan S. i nagle już nie jestem taka mądra, twarda i racjonalna. Piszę się na coś bardzo na krawędzi głupoty, naiwności, a wręcz popierdolenia. I w chwilach, gdy przemawiają do mnie resztki rozsądku, czytuję sobie Piotra C. i pukam w głowę powtarzając cicho "poległaś Mała, poległaś na całej linii". I wiem, że będę płakać. I wiem, że nie kocha. I wiem, że nie chcę, tfu, przepraszam, nie potrafi ze mną być, a mimo to z niebezpieczną prędkością, bez hamulców, mknę do przodu. Z tą chorą świadomością, że przede mną tylko mur, o który się rozbiję. Ktoś potrafi nazwać to szaleństwo?
masz prawo mieć do siebie pretensje. ale zauważ, że każdy tak ma: zajebiście radzi innym, a sam nie może sobie poradzić. podejrzewam, że tak samo mają psychologowie i psychiatrzy. wiedz, że nie jesteś jedyna w tym wszystkim. nie tylko Ty popełniasz takie błędy. my ludzie jesteśmy pojebani. tak już mamy.
OdpowiedzUsuńAle to jeszcze nie usprawiedliwia pozwalania na robienie sobie krzywdy. Psychicznie, żeby nie było.
Usuńprędzej czy później sama dojdziesz do tego jak się uwolnisz. najpierw musisz sparzyć, przekonać. jak małe dziecko. ja podobnie miałam, ale fizycznie.
UsuńNawet prędzej, bo za niedługo każde z nas rozejdzie się w swoją stronę i nie wierzę, że jesteśmy to w stanie "przetrwać"...
Usuńaż tak bardzo do siebie nie pasujecie? tyle toksycznych różnic?
UsuńChodziło mi o wyprowadzkę.
Usuńwybacz, ale jeszcze nie miałam czasu zorientować się na podstawie poprzednich postów.
UsuńTy się wyprowadzasz czy on?
Nie ma problemu. :)
UsuńJa się wyprowadzam, on wraca do siebie.
wiesz, może to nawet lepiej; będziesz w stanie zacząć na nowo. zawsze to kolejny pusty rozdział. wiem, że to ciężkie i wiem, że boli, ale to właśnie takim rzeczom lepiej nam radzić sobie w pojedynkę; po pewnym czasie się po prostu uodparniamy.
UsuńWiem, wiem, ale ten rozdział tak niespodziewanie się pojawił, że... zaskoczył mnie po prostu.
Usuńhymm... znam to. wszystkim doradzisz, powowiesz jak mają i co mają zrobić - ułożysz im idealne życie, a swoje tak po prostu spierdolisz i upadasz na dno, a potem wszyscy się śmieją. pisałam to już u siebie, ale ... bez ludzi trzeba nauczyć się żyć: są to są - nie ma to nie ma i mieć wyjebane. wiem, że nie zawsze jest łatwo. najtrudniej jest wtedy kiedy tracimy bliską osobę i podupadamy psychicznie. ale wiesz z tą zasadą jest łatwiej bo wtedy mniej cierpimy. to zdrowe podejście do życia. on nie potrafi z Tobą być, a może po prostu nie chce?
OdpowiedzUsuńNie wiem sama czego on chce. Wydaje mi się, że jakby nie chciał to nie brnął by w to dalej, bo nie ułatwiam mu życia...
Usuńa może on potrzebuje czasu, może nie lubi jak wszystko się szybko dzieje? daj mu troche czasu, może to wystarczy?
Usuńmogę zadać pytanie ?
Ma ten czas, pisałam o tym w poprzednim poście. :)
UsuńMożesz.
:)
Usuńale napiszę na meila, dobrze ?
Dobrze. :)
Usuńnapisałam wiadomość :)
UsuńOdpisałam. :)
UsuńTa szczerze Ci powiem, że nigdy jakoś specjalnie nie miałam takich problemów z facetami, bo albo byli i mi nie wychodziło i dałam sobie spokój, albo ich nie było. Jeśli znalazła bym się w takiej sytuacji jak Ty pewnie dałabym sobie z nim spokój
OdpowiedzUsuńHa, ostatnie zdanie - też tak zawsze mówiłam. ;D
Usuńi co z tego wyszło?
UsuńNic - nadal tu jestem.
Usuńi tkwisz w tej chorej sytuacji
UsuńTak. Tylko dla tych krótkich chwil, w których mi przy nim cudownie.
UsuńMyślisz, że to będzie trwać wiecznie?
UsuńNie, myślę, że zaraz się skończą. ;)
UsuńMoże potrzebujesz właśnie tego zderzenia z murem, żeby uświadomić sobie pewne rzeczy?
OdpowiedzUsuńPrzekonamy się, gdy już w niego uderzę. Chociaż... ja jestem tego wszystkiego świadoma i to jeszcze gorsze.
UsuńCałe życie robiłam to samo co Ty. Tak dobrnęłam do miejsca, w którym jestem. Nie do końca szczęśliwa. Mogę Ci powiedzieć: "Nie idź tą drogą", ale jeśli jesteś taka jak ja, to i tak pójdziesz.
OdpowiedzUsuńPoprzez tą drogę rozumiesz pana S.?
UsuńTak na prawdę to nie wiesz, czy zrobiłabyś tak, jak mówisz, że bys zrobiła w danej sytuacji :p Bo nasze emocje lubią płatać figle i wymuszać na nas zachowanie najmniej spodziewane :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie teraz robię zupełnie na odwrót. ;)
UsuńAle wcale nie jesteś z tym sama dla pocieszenia :) każdemu łatwo jest udzielać rad :)
OdpowiedzUsuńJakbym jeszcze tak zastosowała się do chociaż połowy tych, których udzielam. ^^
UsuńHehe, zawsze łatwo mówić, ciężej zrobić. Najczęściej jest tak, że rozum nie współgra z sercem i wtedy właśnie jest najciężej ;)
UsuńMoje te dwa organy rozstały się daaawno temu. ^^
UsuńMoje też :) Zupełnie się wzajemnie nie rozumieją :P
UsuńOj taak, nic nie ułatwiają.
UsuńA ja mam tak samo jak Ty... wiem, że sama siebie skazuję na porażkę a mimo to ciągle wierzę w happy end... co jest z nami nie tak?
OdpowiedzUsuńJesteśmy ludźmi, to chyba to...
Usuńpięknie napisane
OdpowiedzUsuńwww.senioritasunshine.blogspot.com
Świetnie to napisałaś.
OdpowiedzUsuńZawsze jest nam lepiej radzić innym, jednak nasze rady trudniej wcielić w życie.
A gdyby się udało byłoby tyyyle prościej...
Usuń"Ktoś potrafi nazwać to szaleństwo?" - skłonności masochistyczne? :P
OdpowiedzUsuńGeneralnie tak jest, że łatwo jest dawać rady, ale trudno z nich samemu korzystać. W ogóle, doradzanie, rozmawianie o problemach INNYCH jest z reguły łatwiejsze niż jeśli chodzi o swoje własne życie. Jeśli chodzi o te, jak to nazwałam, skłonności masochistyczne - też tak mam. Znam ten stan, kiedy idzie się dalej, chociaż jest się świadomym, że za moment jest przepaść. Ale wiesz, może czasem trzeba spaść w tą przepaść? Potem się otrząsnąć i iść dalej, inną, lepszą drogą. Może czasem trzeba nie patrzeć czy to źle czy dobrze, po prostu łapać czas teraźniejszy, nie zastanawiać się czy to zaboli. Żyć.
P.S. Masz świetny styl pisania! ;)
UsuńZ tym, że to już boli. Ale dla kilku cudownych chwil toleruję ten ból. Czy warto - nie wiem. Trwam.
UsuńA to szaleństwo... niektóry po prostu stwierdzili, że się zakochałam, czy coś. Tfu.
A czy życie nie polega właśnie na doświadczaniu takich chwil? Tych ulotnych momentów euforii? Skurczy szczęścia? Czy nie o to w tym wszystkim chodzi?
UsuńTak, ale czym to jest, gdy jak go nie ma blisko to drżę za strachu, goryczy, zdenerwowania?
Usuńjeśli ci suchość nie grozi to zazdroszczę ;)
OdpowiedzUsuńwww.senioritasunshine.blogspot.com
Za to w drugą stronę, przez co muszę je myć praktycznie codziennie...
UsuńMam podobnie... potrafię wstawić się w sytuację każdego, tylko w swoim związku ostatnio wszystko pieprzę i nie wiem, co może jeszcze pomóc.
OdpowiedzUsuńTo takie... głupio ludzkie.
UsuńTo nie szaleństwo, to życie ;)
OdpowiedzUsuńPiękny obrazek masz po prawej!
Tak, chyba tak...
UsuńDziękuję. :)
masz bardzo fajny styl pisania ;-)
OdpowiedzUsuńDzięki. ;)
Usuń