Byłam.

Zawsze byłam najmądrzejsza. Cudownie wiedziałam, co zrobiłabym w sytuacji każdego. Nie zrobiłabym takich głupot, nie dałabym się tak traktować, to bym powiedziała, to zrobiła, a tego skurwysyna zostawiła, bo widać, że mu nie zależy, bo każdy zasługuje na coś lepszego. Stałam się mistrzynią rad w sytuacjach, w których nigdy nie byłam i związków, które czynię doskonałymi tylko pod warunkiem, że nie są moje. Facet Cię nie szanuje - kopiesz go w dupę. Facet jest pomieszanym gnojem - kopiesz go w dupę. Facet Cię zdradza - bardzo kopiesz go w dupę. I nie odwracasz się za siebie. Nie cofasz. Nie wracasz. Pojawia się potem taki pan S. i nagle już nie jestem taka mądra, twarda i racjonalna. Piszę się na coś bardzo na krawędzi głupoty, naiwności, a wręcz popierdolenia. I w chwilach, gdy przemawiają do mnie resztki rozsądku, czytuję sobie Piotra C. i pukam w głowę powtarzając cicho "poległaś Mała, poległaś na całej linii". I wiem, że będę płakać. I wiem, że nie kocha. I wiem, że nie chcę, tfu, przepraszam, nie potrafi ze mną być, a mimo to z niebezpieczną prędkością, bez hamulców, mknę do przodu. Z tą chorą świadomością, że przede mną tylko mur, o który się rozbiję. Ktoś potrafi nazwać to szaleństwo? 

56 komentarzy:

  1. masz prawo mieć do siebie pretensje. ale zauważ, że każdy tak ma: zajebiście radzi innym, a sam nie może sobie poradzić. podejrzewam, że tak samo mają psychologowie i psychiatrzy. wiedz, że nie jesteś jedyna w tym wszystkim. nie tylko Ty popełniasz takie błędy. my ludzie jesteśmy pojebani. tak już mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to jeszcze nie usprawiedliwia pozwalania na robienie sobie krzywdy. Psychicznie, żeby nie było.

      Usuń
    2. prędzej czy później sama dojdziesz do tego jak się uwolnisz. najpierw musisz sparzyć, przekonać. jak małe dziecko. ja podobnie miałam, ale fizycznie.

      Usuń
    3. Nawet prędzej, bo za niedługo każde z nas rozejdzie się w swoją stronę i nie wierzę, że jesteśmy to w stanie "przetrwać"...

      Usuń
    4. aż tak bardzo do siebie nie pasujecie? tyle toksycznych różnic?

      Usuń
    5. Chodziło mi o wyprowadzkę.

      Usuń
    6. wybacz, ale jeszcze nie miałam czasu zorientować się na podstawie poprzednich postów.

      Ty się wyprowadzasz czy on?

      Usuń
    7. Nie ma problemu. :)
      Ja się wyprowadzam, on wraca do siebie.

      Usuń
    8. wiesz, może to nawet lepiej; będziesz w stanie zacząć na nowo. zawsze to kolejny pusty rozdział. wiem, że to ciężkie i wiem, że boli, ale to właśnie takim rzeczom lepiej nam radzić sobie w pojedynkę; po pewnym czasie się po prostu uodparniamy.

      Usuń
    9. Wiem, wiem, ale ten rozdział tak niespodziewanie się pojawił, że... zaskoczył mnie po prostu.

      Usuń
  2. hymm... znam to. wszystkim doradzisz, powowiesz jak mają i co mają zrobić - ułożysz im idealne życie, a swoje tak po prostu spierdolisz i upadasz na dno, a potem wszyscy się śmieją. pisałam to już u siebie, ale ... bez ludzi trzeba nauczyć się żyć: są to są - nie ma to nie ma i mieć wyjebane. wiem, że nie zawsze jest łatwo. najtrudniej jest wtedy kiedy tracimy bliską osobę i podupadamy psychicznie. ale wiesz z tą zasadą jest łatwiej bo wtedy mniej cierpimy. to zdrowe podejście do życia. on nie potrafi z Tobą być, a może po prostu nie chce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem sama czego on chce. Wydaje mi się, że jakby nie chciał to nie brnął by w to dalej, bo nie ułatwiam mu życia...

      Usuń
    2. a może on potrzebuje czasu, może nie lubi jak wszystko się szybko dzieje? daj mu troche czasu, może to wystarczy?

      mogę zadać pytanie ?

      Usuń
    3. Ma ten czas, pisałam o tym w poprzednim poście. :)

      Możesz.

      Usuń
    4. :)

      ale napiszę na meila, dobrze ?

      Usuń
    5. napisałam wiadomość :)

      Usuń
  3. Ta szczerze Ci powiem, że nigdy jakoś specjalnie nie miałam takich problemów z facetami, bo albo byli i mi nie wychodziło i dałam sobie spokój, albo ich nie było. Jeśli znalazła bym się w takiej sytuacji jak Ty pewnie dałabym sobie z nim spokój

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ostatnie zdanie - też tak zawsze mówiłam. ;D

      Usuń
    2. Nic - nadal tu jestem.

      Usuń
    3. i tkwisz w tej chorej sytuacji

      Usuń
    4. Tak. Tylko dla tych krótkich chwil, w których mi przy nim cudownie.

      Usuń
    5. Myślisz, że to będzie trwać wiecznie?

      Usuń
    6. Nie, myślę, że zaraz się skończą. ;)

      Usuń
  4. Może potrzebujesz właśnie tego zderzenia z murem, żeby uświadomić sobie pewne rzeczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekonamy się, gdy już w niego uderzę. Chociaż... ja jestem tego wszystkiego świadoma i to jeszcze gorsze.

      Usuń
  5. Całe życie robiłam to samo co Ty. Tak dobrnęłam do miejsca, w którym jestem. Nie do końca szczęśliwa. Mogę Ci powiedzieć: "Nie idź tą drogą", ale jeśli jesteś taka jak ja, to i tak pójdziesz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak na prawdę to nie wiesz, czy zrobiłabyś tak, jak mówisz, że bys zrobiła w danej sytuacji :p Bo nasze emocje lubią płatać figle i wymuszać na nas zachowanie najmniej spodziewane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie teraz robię zupełnie na odwrót. ;)

      Usuń
  7. Ale wcale nie jesteś z tym sama dla pocieszenia :) każdemu łatwo jest udzielać rad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym jeszcze tak zastosowała się do chociaż połowy tych, których udzielam. ^^

      Usuń
    2. Hehe, zawsze łatwo mówić, ciężej zrobić. Najczęściej jest tak, że rozum nie współgra z sercem i wtedy właśnie jest najciężej ;)

      Usuń
    3. Moje te dwa organy rozstały się daaawno temu. ^^

      Usuń
    4. Moje też :) Zupełnie się wzajemnie nie rozumieją :P

      Usuń
    5. Oj taak, nic nie ułatwiają.

      Usuń
  8. A ja mam tak samo jak Ty... wiem, że sama siebie skazuję na porażkę a mimo to ciągle wierzę w happy end... co jest z nami nie tak?

    OdpowiedzUsuń
  9. pięknie napisane
    www.senioritasunshine.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnie to napisałaś.
    Zawsze jest nam lepiej radzić innym, jednak nasze rady trudniej wcielić w życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdyby się udało byłoby tyyyle prościej...

      Usuń
  11. "Ktoś potrafi nazwać to szaleństwo?" - skłonności masochistyczne? :P
    Generalnie tak jest, że łatwo jest dawać rady, ale trudno z nich samemu korzystać. W ogóle, doradzanie, rozmawianie o problemach INNYCH jest z reguły łatwiejsze niż jeśli chodzi o swoje własne życie. Jeśli chodzi o te, jak to nazwałam, skłonności masochistyczne - też tak mam. Znam ten stan, kiedy idzie się dalej, chociaż jest się świadomym, że za moment jest przepaść. Ale wiesz, może czasem trzeba spaść w tą przepaść? Potem się otrząsnąć i iść dalej, inną, lepszą drogą. Może czasem trzeba nie patrzeć czy to źle czy dobrze, po prostu łapać czas teraźniejszy, nie zastanawiać się czy to zaboli. Żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Masz świetny styl pisania! ;)

      Usuń
    2. Z tym, że to już boli. Ale dla kilku cudownych chwil toleruję ten ból. Czy warto - nie wiem. Trwam.
      A to szaleństwo... niektóry po prostu stwierdzili, że się zakochałam, czy coś. Tfu.

      Usuń
    3. A czy życie nie polega właśnie na doświadczaniu takich chwil? Tych ulotnych momentów euforii? Skurczy szczęścia? Czy nie o to w tym wszystkim chodzi?

      Usuń
    4. Tak, ale czym to jest, gdy jak go nie ma blisko to drżę za strachu, goryczy, zdenerwowania?

      Usuń
  12. jeśli ci suchość nie grozi to zazdroszczę ;)
    www.senioritasunshine.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to w drugą stronę, przez co muszę je myć praktycznie codziennie...

      Usuń
  13. Mam podobnie... potrafię wstawić się w sytuację każdego, tylko w swoim związku ostatnio wszystko pieprzę i nie wiem, co może jeszcze pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  14. To nie szaleństwo, to życie ;)
    Piękny obrazek masz po prawej!

    OdpowiedzUsuń

MalcertaArchiwumBooksSOUP.IO

leximalcerta@hotmail.com