Mieszkam w okolicy małego miasta. Nadeszły wakacje, najdłuższe, ostatnia prosta przez spakowaniem walizek, na które, jak wiadomo, potrzeba pieniędzy. Tak podjęłam ważną decyzję: będę pracować. Chciałam to zrobić już w tamto wolne, ale nie zabrałam się do tego odpowiednio. Tym razem drukarka poszła w ruch, ozłociłam swoją osobę (pomijając sekcję 'doświadczenie', skąd mogłabym ją wziąć?), dorzuciłam zdjęcie na którym uśmiecham się zachęcająco i użyłam wszelkich posiadanych umiejętności literacko-pisarsko-bajeranckich do przekazania mojej strasznej motywacji do pracy za najniższą krajową i nie ujęcia tego w prostym zdaniu, że jedyne co mnie mogło do tego przekonać to chęć marnego grosza. I tak CV poszło w świat, jedno, drugie, piętnaste. Wyślij. I potem cisza. Dzień, tydzień, dwa. W końcu zadzwonił upragniony telefon. Pan, zaintrygowany moją pasją, która podobno nauczyła mnie zaangażowania, zdecydowania i wytrwałości, zaprosił mnie na dzień próbny i rozmowę. Na start powiedział, że nie mam co liczyć na żadne wolne do końca września, praca 10-18, ale trzeba być wcześniej i czasem zostać, no powiedzmy, do tej 22. Charytatywnie, oczywiście. No, i soboty oczywiście też. Plus, nauczyć się wszystkich autorów podręczników, od podstawówki do końca szkoły średniej. Zrobi test. Burdel większy niż na De Wallen, każdy rządzi, nikt nie wie co robić. Dziękujemy, sprawdzimy resztę kandydatów, oddzwonimy w ciągu dwóch tygodni. Wchodzę dziś na oferty pracy (to już taki mój rytuał czy coś), nadal kogoś szukają. I człowiek nie wie, czy się śmiać, płakać, czy pakować. Coraz bardziej przekonuje mnie to ostatnie. I jedno jest pewne - jak nie zobaczę za dziewięć dni przyjęty, zrobię to. Podobno żałujemy tylko tego, czego nie zrobiliśmy, a czemu miałabym szansę niszczyć sobie szansę na normalne życie, nie egzystencje? Przyjaciółka z dzieciństwa mówi właśnie, że siostra zaprasza ją do siebie. Studiuje w Amsterdamie. Pracuje w markecie. Ona stawia, oczywiście.
mimo wszystko.
Bez tej paranoi po prostu żyć,
mimo wszystko.
Bo ile można szarpać się?
Bić o przetrwanie z każdym dniem,
no chyba że to warto znieść.
IRA - Londyn 8.15
To chyba jakiś żart
To jest po prostu wstyd
Że w Polsce nie da się
Naprawdę godnie żyć
Dwumilionowy raz
Ktoś musi żegnać się
Pas betonowych płyt
Czy tego właśnie chcesz?
To jest po prostu wstyd
Że w Polsce nie da się
Naprawdę godnie żyć
Dwumilionowy raz
Ktoś musi żegnać się
Pas betonowych płyt
Czy tego właśnie chcesz?
Odlatują samoloty dzień za dniem
Ktoś wyjeżdża a ktoś musi zostać
Ktoś wyjeżdża a ktoś musi zostać
Mój kraj, taki piękny.
W innych krajach niektóre rzeczy też są absurdalne ale mimo wszystko żyje się tam lepiej niz tutaj.
OdpowiedzUsuńAle różnica w tym, że żyje, nie egzystuje, przy tym samym wysiłku?
UsuńDokładnie. Sam fakt, że ludzie wyjeżdżają za granicę np. sprzątać i są tam wstanie w miarę oszczędnie się utrzymać i jeszcze przywieźć do Polski pieniądze o czymś świadczy. Oczywiście inaczej wygląda to gdy na stałe mieszka się za granicą bo i koszty życia są wtedy wyższe ale sama nie znam nikogo, kto by wyjechał i żył biednie a żadna z tych osób nie ma nie wiadomo jakiego zawodu.
UsuńI jakoś ludzie, którzy tu wracają, robią to najczęściej by zabrać resztę rzeczy. Z czasem nie zostanie tu nikt. Ewentualnie imigranci ze wschodu. ^^
UsuńCzym więcej patrzę na to wszystko, co się dzieje z jako taką świadomością, tym bardziej przekonuję się, że chyba najrozsądniej byłoby się stąd wyrwać - i to jak najszybciej...
OdpowiedzUsuńCzasem wydaje mi się, że albo Polska albo życie...
UsuńTo w naszym kraju norma.
OdpowiedzUsuńWiem, ale wcale to pocieszające nie jest.
UsuńTotalna beznadzieja, dlatego po studiach wybywam.
UsuńChciałabym też.
UsuńNawet nie o to chodzi, że tu nie ma pracy w tym zawodzie, bo jest i za całkiem niezłe pieniądze, ale duszę się w tym kraju.
UsuńDoskonale wiem co masz na myśli. Co studiujesz?
UsuńChce stąd wybyć. Męczy mnie tu wszystko.
UsuńP.S. Farmację.
No to chyba nie trudno będziesz miała znaleźć pracę za granicą. Jakiś konkretny kraj?:)
UsuńAnglia. Jak na początek. Albo Francja.
UsuńJa na początek chciałabym pojechać na Erasmusa. :)
UsuńDobry pomysł, ale nie dla mnie :)Żyłam trochę w innym kraju, zwiedziłam też kilka innych, więc nie robi to na mnie jakiegoś wrażenia, władam biegle w 4 językach, więc odnajdę się w zasadzie wszędzie. Chcę też zacząć naukę arabskiego.
UsuńTo w takim razie Ci się nie dziwię, ja chcę najpierw spróbować czegoś łagodniejszego właśnie zanim rzucę się na głęboką wodę. :)
UsuńNa początek to jest dobry pomysł. :) Trochę czasu w innym kraju nas czegoś uczy. Chociaż ja jestem tego typu, że jak już robię to na całego :)
UsuńChciałabym mieć tyle odwagi. I znać 4 języki. :D
UsuńAle nie poddawaj się i szukaj tej pracy do skutku ja jestem z Tobą i też szukam :-)
OdpowiedzUsuńSzukam, szukam. ;)
UsuńPowodzenia sobie życzmy :D
UsuńOwszem, byle znalazła się szybko, bo czas to pieniądz... ^^
UsuńDokładnie tak :) U mnie z pracą jest bardzo ciężko a jak potrzebują to studentek lub osób z grupą inwalidzką ;-/
UsuńOsiemnastolatek po studiach z dwudziestoletnim doświadczeniem i orzeczeniem o niepełnosprawności i siedmioma językami obcymi? Tak, tak, wiem.^^
UsuńNierealne :P
UsuńAle kto im zabroni chcieć? ^^
UsuńWszystkiego mieć nie muszą ;-)
UsuńA my nie musimy mieć pracy, podobno;p
UsuńEj, musimy no :D
UsuńIm to powiedz!:D
UsuńTo co niekiedy wymagają od pracowników przechodzi najśmielsze fantazje... Co to w ogóle za praca była?:)
OdpowiedzUsuńW księgarni. ;p
UsuńNo to w sumie zapamiętanie nazwisk jest uzasadnione ;) Jakbyś tak dostała tą pracę to by było super :D Mogłabyś siedzieć i czytać nowości :D
UsuńSiedzieć? Tam nawet nie można usiąść!:D A zapamiętywanie nazwisk jest bezsensowne, bo i tak ludzie mówią wydawnictwami, a nawet jeśli, to nie podczas jednej zmiany. :)
UsuńMi się nie zdarzyło pytać o wydawnictwo :D
UsuńNie znasz się, o. ;p Przez mój dzień pracy tam mówili tylko wydawnictwami, albo tytułami.^^
UsuńTo może faktycznie się nie znam :D Ale to jest księgarnia z podręcznikami szkolnymi w takim razie? :D
UsuńZe wszystkim. Od książek przez podręczniki i przybory szkole po zabawki. :)
UsuńAle ogólnie wszystko do szkoły? :P W takim razie rozumiem czemu pytali o wydawnictwa :)
UsuńNo mniej więcej tak. :)
UsuńI pracujesz tam jednak czy nie? :) Bo z notki nie wynika to jednoznacznie :P
UsuńNie, nadal siedzę na tyłku i oglądam seriale. ^^
UsuńNiestety taką mamy sytuację na rynku pracy. Nie nastraja to zbyt pozytywnie na przyszłość.
OdpowiedzUsuńCóż poradzić...
UsuńJakiś miesiąc temu poszłam do Urzędu Pracy, bo dowiedziałam się, że są staże. :P Dostałam skierowanie, zadzwoniłam do pani, kazała zadzwonić po weekendzie, ja dzwonię a ona mi na to, że już kogoś znalazła. :P I tyle miałam z tego.
OdpowiedzUsuńTakże pozostaje nam siedzieć na dupie i cytować Ferdka?
UsuńAlbo dalej się produkować aż się uda. :P
UsuńTak, we wrześniu się uda, jak będę musiała się pakować? ^^
UsuńZapewne tak będzie. ;P
UsuńWtedy się... wkurzę. ;p
UsuńAle w końcu musi się udać... ;P
UsuńAle wtedy będę jej już szukać gdzie indziej. :)
UsuńNie ważne gdzie, oby tylko się znalazła. ;P
UsuńTak, ale pewnie znajdzie się tutaj, gdy będę jej potrzebować tam.
Usuńja pamiętam jak szukałam roboty po studiach.... w mojej branzy - nic, rozsyłałam po sklepach więc.. smutne, człowiek po studiach w handlu. teraz przecież podobnie, jestem mgr a pracuję w szkole językowej... sprzedając kursy
OdpowiedzUsuńA jakie studia skończyłaś?
Usuńfilologię polską ;;;p
UsuńPamiętam jak gadałam z moją polonistką kiedyś i mówię, że chcę studiować filologię. Na to ona:
Usuń- Ale chyba nie polską, prawda?! Nie rób tego sobie...
ja niestety to sobie zrobiłam;p
UsuńI żałujesz?
UsuńJa po pół roku szukania pracy (gdziekolwiek) po ukończeniu licencjata, wylądowałam na słuchawkach.... Teraz pracuję (jeszcze) jako studentka) na zlecenie, bo składek nie płacą. Niestety z pracą u nas w kraju jest dramat. Jeżeli tylko masz możliwość wyjazdu, czasami warto zaryzykować!
OdpowiedzUsuńTeraz studia, potem, zobaczymy, co przyniesie życie.
UsuńCzasami trzeba życiu pomóc z;)
UsuńPróbuję. :)
UsuńCoraz bardziej się cieszę, że udało mi się znaleźć pracę na wakacje :) i to taką, którą lubię :)
OdpowiedzUsuńAlee masz fajnie. :) I co robisz?:D
UsuńZnaleźć pracę i to jeszcze jakaś przyzwoitą to ciężka sprawa ... ja po studiach to chyba rok szukałam i wylądowałam w sklepie :P
OdpowiedzUsuńMój kraj, taki piękny, czy coś... Przyzwoitą, tfu, ja chciałam jakąkolwiek.
Usuńno ja myśle, że jednak trzeba być na coś zdecydowanym a nie, że wszystko jedno :P:P
UsuńWybiera się jak ma się w czym wybierać.
UsuńIdealnie ujęte "mój kraj, taki piękny..." - pierwsze co mi przyszło na myśl po przeczytaniu.
OdpowiedzUsuńCiągle dźwięczy to w mojej głowie.
Usuńlada moment i mnie czeka rozsylanie cv
OdpowiedzUsuńchce rzucic obecna prace w cholere bo juz mi bokiem wychodzi ale w ciemno tego nie zrobie
Powodzenia i cierpliwości w takim razie.
Usuń