I przyszły wakacje. I przyszedł czerwiec. (Który to już z kolei? Ojej. Jestem stara. Przynajmniej mentalnie - mniej więcej osiemdziesiątka.) I przyjdzie lato. I przyjdą gorące dni. Godziny pełne nudy błogości. Byle nie żadnych innych -ości i wcale nie mam na myśli mdłości.
A w głośnikach słychać:
I nigdzie się nie śpieszę. Jest spokój. Ale wcale nie taki jak mogłoby się wydawać. Kto by pomyślał, że w najczystszym spokoju może być tyle paniki?
A ludzie mawiają: to najlepsze lata twojego życia. I wtedy patrzę prosto w oczy... grozisz czy straszysz?
U mnie w sumie zostały jeszcze jakieś 2 tyg. nauki + tydzień szkoły i też wakacje. Nigdy tak bardzo na nie nie czekałam.
OdpowiedzUsuńNo to zaraz masz wakacje i odpoczniesz na całego :)
OdpowiedzUsuńMoże i mają rację, ale Ty sama musisz się o tym przekonać ;)
OdpowiedzUsuńA ja jestem na wakacjach od maja... I jakoś średnio mi z tym dobrze.
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że ani nie grożą ani nie straszą.
Też mam wakacje. I nie wiem co mam z sobą zrobić. Trochę to irytujące...
OdpowiedzUsuńKtóre z kolei?
OdpowiedzUsuńWszystko jest trudne
OdpowiedzUsuńNie umiem użyć tych słów,
Które są piękne
Jak płatki czerwonych róż
Jam marny wierszokleta.
Wakacje, podobno mam od połowy maja. Również wolałabym, aby to nie były najlepsze lata mojego życia.
OdpowiedzUsuńI jak Ci idzie odpoczywanie ? :)
OdpowiedzUsuń