Gdzieś w głowie zbyt pełno myśli, których nie chcę do siebie dopuścić. Plany, których nigdy nie zrealizuję, układane leżąc w zbyt dużym łóżku. Znowu sen nie chce nadejść, a gdy już jest, jest zły. Zbyt dużo twarzy, zbyt mało uśmiechów. Niedobór chwil pozwalających poczuć.
Jak długi może być dźwięk pustki? A może to ta sama melodia grać będzie bez końca?
KLIK. Za każdym razem, gdy próbuję wgryźć się w życie na nowo.
Ostatnie zdanie z tym obrazkiem jest takie prawdziwe.
OdpowiedzUsuńMyśli i ich nadmiar potrafią nieźle namieszać w głowie, nie lubię stanu takiego zamętu i na szczęście powoli zaczynam się z niego leczyć.
Jakie masz lekarstwo?
UsuńZa dużo myśli i zbytnie analizowanie wszystkiego nie może doprowadzić nas do miłych wniosków.
OdpowiedzUsuńJak się ich pozbyć?
Usuńhmm, może psycholog i psychiatra? Wiem, że to poważnie brzmi. Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują, sama miałam taki problem i się wyleczyłam. ;)
UsuńMyślę,że raczej kwestia celu/kopa niż psychologa.
UsuńCoś się stało?
OdpowiedzUsuńNic. "Myślę,że nie stało się nic."
Usuńnajgorsze są myśli, które nie pozwalają zasnąć. trudno zastąpić je pozytywnymi...
OdpowiedzUsuńA wywalić się nie da.
Usuńniestety :(
UsuńA może jednak?
Usuńnawet jeśli, to jest to bardzo trudne.
UsuńMoże warto by spróbować?
Usuńpróbować zawsze warto
UsuńWięc spróbujmy.
UsuńDrgawki myślowe, miewam.
OdpowiedzUsuńŁadne określenie. Głupi stan.
Usuńtak doskonale Cię rozumiem ;*
OdpowiedzUsuńWolałabym żebyś nie musiała :*
Usuńto działa w obie strony..
UsuńDomyślam się.
Usuńa jak tam wakacje? :)
UsuńWakacje? To są jakieś wakacje? Czuję, że umieram z nudów, nie czuję wakacji. A co u Ciebie?
Usuńa ja umieram w pracy :P
UsuńChociaż ją masz;p
UsuńTo 'zbyt' rozumiem aż za bardzo...
OdpowiedzUsuńZbyt wielu rozumie...
UsuńPustka potrafi trwać bardzo długo, bardzo. Mnie pustka kojarzy się jedynie z rutyną, która mnie osobiście bardzo niszczy. Ratowałam się... udawaniem, często zmuszaniem się do uśmiechu.
OdpowiedzUsuńSkuteczny ratunek?
UsuńSkuteczny, jeśli sama siebie nie zniechęcasz i nie przeczysz tej metodzie. Jeśli po prostu się uśmiechasz, a nie myślisz o tym, żeby to pomogło.
UsuńW takim razie postaram się spróbować.
UsuńŻyczę powodzenia. Może otuchy Ci doda, że sprawdzone jest to badaniami psychologicznymi. To "udawanie" faktycznie ma w sobie coś skutecznego.
UsuńTak bardzo udawać, aż sama w to uwierzę?
UsuńTak bardzo się po prostu uśmiechać!
UsuńDzisiaj poszło mi nieźle.
UsuńCieszę się. :) Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.
UsuńJa także :P Taką cichutką, ale mam:)
UsuńMyślę, że całkiem nieźle cię rozumiem- sama tworzę niezliczoną liczbę niemożliwych do zrealizowania scenariuszy.
OdpowiedzUsuńGłupia ludzka skłonność.
UsuńDźwięk pustki jest bardzo długi.
OdpowiedzUsuńToż to istna melodia bez końca.
UsuńOstatnio często towarzyszy mi ta melodia.
UsuńMi także...
UsuńNo i powiedz jej coś, żeby sobie poszła... Bo mnie nie słucha.
UsuńJakiś taniec odstraszający może?
UsuńJak mam Cie pocieszyć, kiedy sama mam to samo?
OdpowiedzUsuńWidzę zmiany - na blogu przede wszystkim. Ale i w podejściu. Smutno. Co się dzieje?
Myślę, że to kwestia potrzeby kopa, nie pocieszenia. ;)
UsuńNie dzieje się przerażające nic i w tym problem.
Jak dobrze to znam... Mam dokładnie tak samo.
OdpowiedzUsuńPowiem tak: szkoda, że tak masz. Że tak mamy.
UsuńZbyt beznadziejnie na jakąkolwiek nadzieję...
OdpowiedzUsuńZbyt mało optymistycznie.
UsuńZacznę do tego, że jak zobaczyłam Twój nick, to wiedziałam, że muszę tu wejść, bo kiedyś byłam Loxy! No, ale to stare dzieje, czasy blogów z instrukcjami. A czemu tak pesymistycznie? Warto mieć plany, nawet jeśli i tak nie wypalają, jak twierdził bohater PS I love you, uwielbiam ten moment, oglądałaś? Pozdrawiam i zapraszam do siebie, www.bykoralik.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńOczywiście, że oglądałam. Pewnie ma racje :)
Usuń